• HFO - HALNY FIGHTING ORGANIZATION

  • 21 września 2019

HFO Spartan Night: Festiwal nokautów w Jaśle. Pas Mistrza Świata zostaje w Polsce! [wyniki]

HFO Spartan Night: Festiwal nokautów w Jaśle. Pas Mistrza Świata zostaje w Polsce! [wyniki]

W piątek, 20 września w podkarpackim Jaśle miała miejsce gala HFO: Spartan Night. Oczy fanów kickboxingu z całej Polski były zwrócone na zawodników, którzy pojawili się w ringu ustawionym w jasielskim MOSIR-ze. Widzowie mogli zobaczyć dwanaście walk, a daniem głównym tej kickboxerskiej uczty było starcie o pas mistrza świata federacji WFMC.

Jeden z najbardziej utytułowanych polskich kickboxerów, Łukasz ‘Boom Boom’ Pławecki szybko rozprawił się z Włochem, Gianlucą Costą Cesarim, utytułowanym zawodnikiem Muay Thai. Zawodnik i trener Halnego Nowy Sącz doskonale pracował rękoma, zwłaszcza swoim firmowym lewym sierpem na dół i prawym zamachowym. Właśnie ten prawy zamachowy dwukrotnie posłał Włocha na deski, a lewy na korpus doprowadził do trzeciego liczenia w pierwszej rundzie, po którym sędzia Maciej Bajtel postanowił przerwać pojedynek. Tym samym Nowosądeczanin dołączył do Enriko Kehla i Sergieja Brauna jako mistrz świata organizacji WFMC. Sam zawodnik był bardzo zadowolony, że w końcu udało mu się skończyć pojedynek mistrzowski przed czasem, co doskonale kontrastowało z wojną, którą stoczył z Rodrigo Mineiro na HFO: Nowe Rozdanie w Nowym Sączu.

W co-main evencie doszło do prawdziwej wojny. Hala w Jaśle drżała pod ciosami i kopnięciami Mateusza Kubiszyna z KKS Sporty Walki Poznań i Bartłomieja Domalika z Jarosz Fight Club. Fani kickboxingu zgodnie twierdzili, że ta walka może skraść show jasielskiej edycji HFO ale nikt nie spodziewał się, że postawa zawodników przerośnie oczekiwania widzów. Od pierwszej rundy był ogień, a zawodnicy tylko dolewali do niego oliwy za pomocą ciosów i kopnięć. Takich zwrotów akcji nie widzieliśmy nawet w Hollywood. Kubiszyn doskonale pracował rękoma, ustawiając Domalika lewym prostym i ciosami krzyżowymi. Podopieczny Łukasza Jarosza nie dał się złamać strażakowi z Podkarpacia, a sam wielokrotnie dochodził do głosu. Była to klasyczna ringowa wojna, gdzie jeden atakował podłączając drugiego, a ten drugi mu się odwijał. Takiej wojny nie da się opisać słowami, to trzeba zobaczyć! Po trzech rundach sędziowie nie byli w stanie wskazać zwycięzcy, a runda dodatkowa też nie dała im odpowiedzi, kto jest lepszy. Tym samym ogłoszono remis i w przyszłym roku Panowie na pewno wyjdą do rundy numer pięć tej rywalizacji. To dopiero była pierwsza bitwa tych zawodników, a na zakończenie tej wojny przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.

Reprezentujący Halny Nowy Sącz, Norbert Job potwierdził swoje wysokie notowania na krajowym podwórku. Podopieczny Łukasza Pławeckiego spotkał się w ringu z Kamilem Kotkiewiczem z Fight Gym Lublin. Był to prawdziwy pojedynek, w którym każdy z zawodników odpowiadał akcją na akcje. W pierwszej rundzie Lublinianin doskonale pracował prawym krzyżowym, którym kilkukrotnie dosięgnął głowy ‘Spejsona’. Job doskonale składał kombinacje nieustannie polując na wysokie kopnięcie. W drugiej rundzie zawodnik Halnego Nowy Sącz przyśpieszył i kontrolował przebieg starcia. Panowie dalej wymieniali cios za cios i kopnięcie za kopnięcie. Piękne akcje pięściarskie Norberta kończone niskim kopnięciem bądź highkickiem przeplatane dwójkową akcją bokserską Kamila kończoną kolanem na korpus. W trzeciej rundzie obraz walki się nie zmienił, dalej mieliśmy piękną bitkę akcja za akcję, aż w końcu ‘Spejson’ wystrzelił prawym kopnięciem na głowę, które posłało nieprzytomnego Kotkiewicza na matę. Po kilkunastu próbach noga Norberta Joba w końcu dosięgła celu. Sam Kamil po walce mówił, że nie widział tego kopnięcia, a wcześniej przepuścił ich kilkanaście. Wielkie brawa dla obydwu fighterów za świetną postawę, a Norbertowi gratulujemy spektakularnego nokautu, który z pewnością wzbogaci jego highlight.

Wiele emocji budził debiut w zawodowym kickboxingu Kamila Paczuskiego z Uniq Fight Club. Brat słynnego Radka postanowił wyjść z cienia młodszego brata i spełnić swoje fighterskie ambicje. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że nie poszedł na łatwiznę i wychodząc do walki z Kamilem Janikiem był skazywany na porażkę. Obserwatorzy i fani nie wiedzieli czego spodziewać się po Paczuskim ale wiedzieli co potrafi Janik. Większość z nich zgodnie twierdziła, że pojedynek zakończy się w pierwszej rundzie brutalnym nokautem, jaki miał dopisać do swojego rekordu reprezentant Halnego Nowy Sącz. Przewidywania minęły się jednak z tym, co miał w planach Paczuski. Reprezentant Warszawy postawił na kolana i ta taktyka okazała się strzałem w dziesiątkę. Panowie wymieniali ciosy i kopnięcia, a kolana w klinczu Paczuskiego okazały się być panaceum na boks Janika. Jeden i drugi dzielnie parli do przodu, a w trzeciej rundzie sędzia Mirosław Jaworski odjął punkt reprezentantowi stolicy za ściąganie głowy na kolano. Gdyby nie to, brat Radka cieszyłby się z wygranej. Sędziowie orzekli o rundzie dodatkowej i w niej już walczyły serca fighterów. Nie odpuścili nawet na ułamek sekundy i oceniający tą walkę punktowi zgodnie stwierdzili, że cztery rundy dla Kamilów to za mało. Obaj wyrazili chęć rewanżu i na pewno jeszcze raz skrzyżują rękawice ku uciesze widzów.

Jeśli mówisz o kickboxingu w jasielskim wydaniu to przed oczami staje Rafał Smalarz. Podopieczny Sebastiana Kuśtka z klubu Spartan Jasło znokautował w pierwszej rundzie wysokim kopnięciem Kamila Serafinowicza z Uniq Fight Club. Był to rewanżowy pojedynek po remisie na jednej z Nitus Eurolig HFO. Obydwaj nie oszczędzali się od pierwszej sekundy mając tylko jeden cel: głowę rywala. W końcu Smalarz wystrzelił jak z armaty wysokim kopnięciem, które zwaliło z nóg podopiecznego Dawida Mańkowskiego. Hala eksplodowała, a wiwatom na cześć Rafała nie było końca. Tym samym miejscowy zawodnik zamknął pewien rozdział w swojej karierze i z optymizmem patrzy w przyszłość, która rysuje się dla niego w świetlanych barwach.

Prawdziwy dreszczowiec powinien zacząć się od trzęsienia ziemi, a napięcie będzie rosło samo. Właśnie taka idea przyświecała matchmakerowi HFO, Łukaszowi Czarnowskiemu, który postanowił, że pierwszą walką karty głównej będzie starcie Mateusza Białasa z KO Gym Wrocław i Dawida Nowaka reprezentującego Aligatores Fight Club Warszawa i Wergi Gym Wrocław. Po fenomenalnym debiucie Mateusza w HFO wszyscy ostrzyli sobie zęby na jego kolejną walkę i nikt nie ma prawa być zawiedziony. W połączeniu ze stylem Dawida Nowaka otrzymaliśmy mieszankę wybuchową przewyższającą siłą rażenia nawet semtex. W tej walce nie było rozpoznania, panowie od razu zabrali się do przełamywania przeciwnika. Jeden i drugi wyprowadzał potężne kopnięcia i doskonałe ciosy, zwłaszcza na korpus. W pierwszej minucie drugiej rundy przyparty do lin Nowak na chwilę stracił koncentrację, a sokole oko Białasa dostrzegło miejsce nad lewą ręką, gdzie chwilę później wylądowało piekielnie mocne wysokie kopnięcie. Tylko Dawid Nowak wie, jakim cudem udało mu się wstać po przyjęciu takiej bomby. Trenujący w Warszawie fighter wstał i dzielnie walczył o przetrwanie, urywając kolejne sekundy Wrocławianinowi. W trzeciej rundzie Nowak wrócił do gry odgryzając się Białasowi ale podopieczny Bartosza Batry dalej grał pierwsze skrzypce w tej walce. Sędziowie jednogłośnie wskazali na zawodnika z dolnego śląska, który wygrał pojedynek przysparzając nie tylko chwalę klubowi i trenerowi ale również zapewniając zwycięstwo w zakładzie pomiędzy Batrą i Pawłem Jędrzejczykiem. Dawid Nowak zyskał natomiast szacunek ludzi, którzy skazywali go na sromotną klęskę. Pokazał, że jest prawdziwym fighterem, nie poddającym się mimo kryzysów.

Szybkiego zwycięstwa potrzebował Bartosz Zając z Halnego Nowy Sącz, który podjął wracającego po blisko rocznej przerwie Błażeja Sarnackiego z Gimnazjonu Kuźni Wyszków. Pojedynek trwał krótko i zakończył się nokautem po brutalnym prawym Zająca. Podopieczny Łukasza Pławeckiego najpierw podłączył rywala, a potem tylko dokończył dzieła w narożniku. Sędzia Mirosław Jaworski nie miał wyboru i musiał przerwać walkę. Tym samym Zając wraca na właściwe tory, mając w planach walki poza Polską i rewanż z Sebastianem Dziamą, który jest zadrą w jego sercu. Sarnacki natomiast posmakował walki z czołówką i wie, nad czym musi pracować, by dołączyć do tego elitarnego grona.

Piotr Golon do wczoraj było nieznanym fighterem z Ostrołęki trenującym w Warszawie. Tuż po swojej walce, wychowanek Ostrołęka Fight Academy trenujący w Berkut Warszawskim Centrum Atletyki stał się człowiekiem, który jest na ustach całej kickboxerskiej Polski. Wysokie kopnięcie i nieprzytomny rywal padający bezwładnie na matę ringu. Krystian Podrazik ze Spartana Jasło nie miał szczęścia pewnej piątkowej nocy. Podopieczny Sebastiana Kuśtka solidnie przepracował okres przygotowawczy, zrzucając kilkanaście kilogramów ale nie miał okazji pokazać pełni swoich umiejętności. Ambicja młodego fightera dała o sobie znać już po walce, kiedy otwarcie mówił o rewanżu. Sam Golon również nie widzi przeciwwskazań ku temu, więc być może dwa młode wilki jeszcze raz będą bronić swojego terytorium dzieląc ring.

40 lat to dużo jak na fightera ale pamiętajmy, że wiek to tylko liczba. Z takiego założenia wychodzi Piotr Łapuć z Thai Gym Tarnów, który spotkał się z jedenaście lat młodszym Dariuszem Golcem reprezentującym Promotorską Grupę Evolution. Stara szkoła, tyle można powiedzieć o tej walce. Nie chodzi o pieniądze, nie chodzi o sławę, w tej walce chodziło o honor, który nie pozwolił obydwu się poddać. Mordercze niskie kopnięcia, poparte odbierającymi oddech middle kickami i ciężkimi ciosami. Żaden się nie złamał. Łapuć wykorzystał swoje doświadczenie i szybko zmusił rywala do przejścia do defensywy, w której Golec odgryzał się jak mógł podopiecznemu Rafała Króla. Sędziowie nie mieli wątpliwości i wskazali na reprezentanta Małopolski, który ani myśli ustąpić miejsca młodszym kolegom po fachu.

Karol Marcisz wystartował jak rakieta ale w walce z reprezentującym Kickboxing Game Over Lubaczów, Maciejem Ważnym wysokooktanowego paliwa starczyło tylko na jedną rundę. Zbudowany szybkim zwycięstwem kolegi klubowego zawodnik zdominował pierwszą rundę jednak w drugiej już zaczął słabnąć i inicjatywa należała tylko do Macieja Ważnego. Tym samym w derbach Podkarpacia lepszy okazał się młodszy Ważny udzielając cennej lekcji Marciszowi, że walka mimo najszczerszych chęci nie zawsze skończy się w pierwszej rundzie.

Młody Miłosz Dąbrowa jest oczkiem w głowie federacji HFO i nadzieją na wielkie sukcesy polskiego kickboxingu. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że reprezentujący klub Super Kick Sosnowiec, rok młodszy Jan Bochnak okazał się być trudnym rywalem dla Miłosza. Podopieczny Łukasza Pławeckiego jak zwykle pięknie składał kombinacje, które kończył kopnięciem, pokazując niesamowity kunszt techniczny, co stało się już jego wizytówką. Bochnak natomiast doskonale operował rękoma, zwłaszcza prawym prostym, którym kilkukrotnie zaskoczył Miłosza. Sędziowie nie mieli wątpliwości co do werdyktu ale ukłony należą się obu fighterom, bowiem tak świetnie wyszkolonych kickboxerów mogą zazdrościć ich trenerom szkoleniowcy w całej Polsce.

Galę otworzył pojedynek Dawida Białego ze Spartana Jasło i Sebastiana Modrzejewskiego z Promotorskiej Grupy Evolution. Modrzejewski chciał zatrzeć złe wrażenie po nieudanym debiucie na HFO w Nowym Sączu i od razu ruszył z furiackim atakiem. Po chwilowych problemach Biały jednak zorientował się jakie karty na stół wyłożył rywal i sam pokazał, co trzymał w ręku. Jokerem w talii fightera z Podkarpacia okazało się kolano na głowę, które ustawiło całą walkę. Trzy liczenia i po wszystkim. Hala w Jaśle uradowana zwycięstwem swojego zawodnika, który już myśli o kolejnych startach. Poniżej pełne wyniki gali.

Walka wieczoru:

Pojedynek o pas mistrza świata WFMC:

  • 78,1 kg: Łukasz Pławecki (Halny Nowy Sącz) pokonał Gianlucę Costę Cesariego (Włocy) przez KO (cios na wątrobę) w pierwszej rundzie

Karta główna:

  • 85 kg: Mateusz Kubiszyn (KKS Sporty Walki Poznań) zremisował z Bartłomiejem Domalikiem (Jarosz Fight Club) po rundzie dodatkowej
  • 77 kg: Norbert Job (Halny Nowy Sącz) pokonał Kamila Kotkiewicza (Fight Gym Lublin) przez KO (wysokie kopnięcie) w trzeciej rundzie
  • 85 kg: Kamil Janik (Halny Nowy Sącz) zremisował z Kamilem Paczuskim (Uniq Fight Club) po rundzie dodatkowej
  • 81 kg: Rafał Smalarz (Spartan Jasło) pokonał Kamila Serafinowicza (Uniq Fight Club) przez nokaut (wysokie kopnięcie) w pierwszej rundzie
  • 70 kg: Mateusz Białas (KO Gym Wrocław) pokonał Dawida Nowaka (Aligatores Fight Club/ Wergi Gym) przez jednogłośną decyzję sędziów

Karta wstępna:

  • 77 kg: Bartosz Zając (Halny Nowy Sącz) pokonał Błażeja Sarnackiego (Gimnazjon Kuźnia Wyszków) przez nokaut (prawy sierpowy) w pierwszej rundzie
  • 85 kg: Piotr Golon (Berkut WCA/ Ostrołęka Fight Academy) pokonał Krystiana Podrazika (Spartan Jasło) przez KO (wysokie kopnięcie) w pierwszej rundzie
  • 88 kg: Piotr Łapuć (Thai Gym Tarnów) pokonał Dariusza Golca (Promotorska Grupa Evolution) przez jednogłośną decyzję sędziów
  • 70 kg: Maciej Ważny (Kickboxing Game Over Lubaczów) pokonał Karola Marcisza (Spartan Jasło) przez jednogłośną decyzję sędziów
  • 38 kg: Miłosz Dąbrowa (Halny Nowy Sącz) pokonał Jana Bochnaka (Super Kick Sosnowiec) przez jednogłośną decyzję sędziów – kick-light
  • 61 kg: Dawid Biały (Spartan Jasło) pokonał Sebastiana Modrzejewskiego (Promotorska Grupa Evolution) przez TKO (trzy liczenia) w pierwszej rundzie

Zostaw komentarz